Witajcie w relacji. Raczej nie zakładam tutaj wysokiego poziomu wykonania i prezentacji wirtuozerii modelarskiej, ale chcę pokazać proces projektowania i dać szansę na wniesienie uwag i wyłapanych błędów, tak aby powstał model który po pierwsze będzie podobny do oryginału, po drugie, będzie bardzo prosty, bez problematyczny i przyjemny w sklejaniu. Na początek o założeniach ogólnych. Model ma być taki jakie pamiętam z początków modelarstwa. Atrakcyjny (wielki pancernik, z mnóstwem dział i wielką siłą ognia). W miarę prosty (co się da to upraszczamy). Na kilka dni intensywnej budowy (wynika bezpośrednio z poprzedniego). W miarę atrakcyjny graficznie (wąska kreska, ładne tekstury). Na razie powstał kadłub 3D, lasery szkieletu i połowa poszycia, łącznie z pokładami głównymi. Zacząłem testowo sklejać poszycie i muszę przyznać że mimo iż druk laserowy nie zdał egzaminu, bardzo zadowolony jestem ze spasowania części w przedniej części kadłuba, w tzw gruszce.

Witam. Świetne założenia w planowaniu projektowania modelu. Trzymam kciuki za efekt końcowy.
Przyłączam się do Borowego. Dawno nie było prostego, ale efektownego modelu "dużego kalibru" w "małej skali".
Odnośnie pierwszych kroków, faktycznie "gruszka" wyszła iście dobrze, ogólny zarys też nie jest zły 😉
Okrętowcem nie jestem, ale nie mam powodów żeby się na tym etapie do czego przyczepić ;D
Z założenia model miał być bardzo uproszczony, ale od razu obawiałem się że obudowy zewnętrznych wałów są aż nadto uproszczone, problem w tym że nie miałem porządnych materiałów na których mógłbym się wzorować żeby to poprawić. Dzisiaj wszystko zmieniło się dzięki uprzejmości SVEN-a, za nadesłane materiały niezmiernie dziękuję i obiecuję że przyczynią się do poprawy jakości/wierności historycznej modelu.
Po wnikliwej analizie i porównaniu rzutów okazało się że nie jest aż tak tragicznie - wystarczy że przebuduję 3 wręgi i okalające je poszycie.
Ale kolos.....
Może kiedyś popełnię jakieś pływadło....
Czas na małą aktualizację.
Jak już wspominałem kadłub został przeprojektowany i od kilku dni (bardzo mozolnie z racji ograniczonego jak zawsze czasu wolnego) trwa jego ponowna budowa. Tym razem poszycie wydrukowałem na plujce, co pozwoliło mi skorzystać z butaprenu, ale ponownie upaćkałem wszystko w koło że aż miło. Niemniej jednak mimo poważnych braków w estetyce wykonania zadanie zostało wykonane. Poszycie pasuje do szkieletu bardzo ładnie i nigdzie nie napotkałem na szpary czy różnice w kształcie.
Poniżej pokazuję rozwiązanie charakterystycznej dla jednostki obudowy wałów zewnętrznych. Wydaje mi się ze udało mi się osiągnąć odpowiedni dla skali i stopnia trudności okrętu kompromis między wiernością a trudnością wykonania.
Dobrze jest. Potencjał na horyzoncie 🙂






